Gorszy niż Google

4 czerwiec 2009

Kochany pamiętniczku – zgroza. Google nie świętuje. Pamiętali o Walentynkach, ale zupełnie zignorowali 4 czerwca, o czym rozedrganym piórem informuje gazeta.pl, wymieniając przy okazji innych odszczepieńców i uzupełniając całość listą prawomyślnych portali internetowych. Google – olało. Panorama Firm – rany – olała, Ceneo – olało, nawet Microsoft i Mozilla olały! Szczególnie postawa MS w głowie się nie mieści. W kraju gdzie o pirackiego Windowsa łatwiej niż o szczyptę rozsądku w przestrzeni publicznej, w atmosferze przedwyborczej przepychanki i wzajemych, nieustających, animozji obchodzona jest rocznica, huczna przede wszystkim za sprawą kończącej się kampanii, a gigant z Redmond (USA) poważył się nie zmienić logo na okazjonalne.

Donoszę zatem, że nie zmieniłem dziś logo, nie wydrapałem sobie cyrklem na klacie napisu z chorągiewką, nie zmówiłem paciorka za Niepodległą. Odkurzyłem za to podłogi, posprzątałem łazienkę oraz zjadłem pieczonego indyka. I zupełnie mi z tego powodu nie wstyd.

Kontynuując, rozpoczęty przed weekendem, szał zakupowy wybrałem się na poszukiwanie żarówki, a dokładniej – świetlówki kompaktowej wielkiej mocy, świecącej światłem białym, możliwie zbliżonym do dziennego. Temperatura barwowa około 6500 K. Mała rzecz, a nieosiągalna. Po odwiedzeniu trzech ciasnych komórek szumnie nazywanych “salonami oświetlenia” dochodzę do przykrego wniosku, że postęp technologiczny odbija się czkawką i tylko staromodny internet jeszcze człowieka jakoś z opresji ratuje.

W czym rzecz? Otóż pamiętam nieodległe czasy, kiedy żarówki wolframowe (obecnie na cenzurowanym) świeciły po swojemu, a wytwór nowoczesnej myśli technicznej – świetlówka – emanował trupim blaskiem, w którym nawet emo (w ówczesnej odmianie gothic) czuł się dostatecznie mrrrrocznie. Potem wszystko się zmieniło, upadały reżimy, wybuchały wojny, dzieci rosły i znaleźliśmy się w roku 2009, w którym świetlówka kompaktowa świeci na żółto, czyli całkiem swojsko, tradycyjnie i w sposób, który pozwala pozbyć się ze sprzedaży żarówek wolframowych.

I tak się ten postęp rozpędził, że w sklepie nie uświadczysz energooszczędnej żarówki, która byłaby w stanie wydobyć z siebie nieco więcej niebieskiego światła, do spółki z tym żółtym. Co gorsza, jeśli w “salonie oświetlenia” zapytać o żarówkę, która świeci światłem dziennym, to pada odpowiedź, że owszem, mają takie – “bardzo ładne żółte światło, pan zobaczy”. Ręce opadają na klawiaturę. Przyszło żarówki zamawiać wysyłkowo.

Żeby jeszcze tak mięso można było… Bo jak się stanie w kolejce za pańcią, która robi zakupy dla pekińczyka, to jest dramat. Okazuje się bowiem, że pekińczyk nie jada rzeczy, które:

  1. Są za duże
  2. Są za małe
  3. Są za twarde
  4. Są za miękkie
  5. Są za mało chrzęstne
  6. Są nazbyt chrzęstne
  7. Są nie dość białe
  8. Są za białe
  9. Są zbyt mięsiste
  10. Mięsa mają za mało

Amen.

Gnaty kosztowały jakieś grosze i sprzedawczyni z góry zastrzegła, że mniej niż kilogram nie sprzeda, bo waga nie przełknie tak małych wartości. A jak wygląda wnikliwa ocena kilograma kości, tak by każda cząstka spełniała dziesięć kryteriów przydatności do spożycia przez pekińczyka, można sobie wyobrazić.

20 kwiecień 2009

W Wielkiej Brytanii pewna 47-latka wywołała spore poruszenie i nie chodzi bynajmniej o to, że odkryto najstarszą dziewicę w kraju. Susan Boyle, gospodyni domowa, osoba o nie narzucającej się urodzie i nieco bardziej wyrazistym wizerunku scenicznym, zjadła kanapkę, zatrzęsła biodrami i zaśpiewała:

Gdyby była 22-letnią dziewczyną z dekoltem sięgającym pępka, otrzymałaby wielkie brawa. Tutaj efekt zaskoczenia jeszcze dodał im siły. Po gospodyni domowej wchodzącej po raz pierwszy na scenę, wszyscy spodziewali się w najlepszym razie uciechy po same pachy. Warto zwrócić uwagę na patetyczny i złotymi-trąbami-okolony ton w jakim jury komentuje występ Susan. Trudno się dziwić, na pewno było im niewyraźnie i trzeba było jakoś zatrzeć nie najlepsze wrażenie po minach robionych przed nim. Im się udało. Jurorzy z innego programu, nie dali rady powstrzymać się od wylewnej szczerości, choć nie wątpię, że bardzo, bardzo by chcieli:

Emo

20 lipiec 2008

Dopiero teraz dotarło w pełni do mojej świadomości zjawisko pt. emo. Póżno, ale taki przywilej wieku średniego, że na nowe trendy reaguje się kiedy już zaczynają zalatywać stęchlizną. A ten okazuje się być niesamowity! Dowcipy, analizy, piosenki, mnóstwo filmów na youtube! Wszystko o emo! I nikt ich nie lubi, czyli coś w tym jest :D

A tutaj dla przykładu:

1 październik 2007

Debata? Nie oglądam!

Jedynki i zera

27 wrzesień 2007

Obecna kampania wyborcza upływa pod znakiem “jedynek”, “lokomotyw”, “spotów”, “transferów” oraz żony niedoszłego premiera z Krakowa. Ogromne ilości energii i pieniędzy, a przypuszczalnie także fałszywych obietnic, idą na bezsensowne próby prześcignięcia się w, co tu dużo mówić – nudnym jak flaki z olejem, prztykaniu się po nosach, bez polotu za to z wielkim zacietrzewieniem. Tak jakby istotą całej tej ponurej zabawy było kto kogo mocniej rąbnie łopatką w głowę i jak szybko nastąpi riposta grabkami. Ani słowa o rzeczach naprawdę ważnych. Nie będę udawał niewinnego głupka pytając - dlaczego? Jeśli nawet jednak przyjąć, że cel uświęca środki, to ten cel musi być niebywale święty, skoro ma uzasadnić tak żenujący poziom sposobów dotarcia do niego.

Nieomal prawda

11 wrzesień 2007

Dzień dziś szary szarością najszarszą z szarych i wydawało się, że nic się w tym względzie nie zmieni, a tymczasem… Rzecze biskup polowy Wojska Polskiego Tadeusz Płoski:

- Atak został zaplanowany ze zbrodniczą precyzją przez Osamę bin Ladena i grupę terrorystów islamskich dokładnie, nieomal co do godziny, tak, aby w rocznicę bitwy pod Wiedniem pomścić na “niewiernych” nie tylko największą klęskę islamu w historii, ale również zadać zabójczy cios naszej cywilizacji.

Jacy pamiętliwi…