Sieć
7 październik 2007
Narasta poczucie zaplątywania się w matni. Kolejne możliwości okazują się fatamorganą, a te które jeszcze do niedawna miały szansę na realizację, coraz bardziej giną pośród sieci zależności i zobowiązań. Każdy dzień, każda kolejna próba wyrwania się tylko zwiększają bezsilność. Tak, jakby było już przesądzone, a szamotanina tylko miała przyspieszyć to, od czego i tak uciec się nie da. Wybory w przerażający sposób zdeterminowane zanim jeszcze się pojawią. I najgorsze - świadomość, że to tak ma być - że są łapiący i chwytani. Jedni i drudzy we właściwym sobie miejscu.
Wrrr…
27 wrzesień 2007
Nie znoszę ludzi, którzy nawet z najprostszej sprawy potrafią zrobić problem zgoła nierozwiązywalny. A matołów niestety przybywa.
Życie moje, po ułożeniu w wysokie stosy, mieści się na powierzchni około 6 m2, wliczajac w to łóżko. Mimo swojej mniej lub bardziej odczuwalnej niekompletności, wypełnia przestrzeń na tyle skutecznie, że konieczne jest użycie kompresji. Sztuczka, której zastosowanie w zerojedynkowym świecie mikroprocesora stało się przez rosnącą lawinowo pojemność dysków na dobrą sprawę przeżytkiem, w świecie realnym ma się jak najlepiej ale stosowane algorytmy okazują się dalece niewystarczające. Bo po pierwsze stosy. Po drugie warstwy. Po trzecie zgniatanie, jeżeli tylko do walizki uda się upakować elementy życia podatne na ściskanie. Gdyby trzeba było to wysłać jako załącznik, jest gotowe. Niedoskonałość ujawnia się w momencie, kiedy potrzebna jest książka z trzeciej warstwy, u podstawy czwartego stosu od okna, 60 cm pod walizką.