Garść odniesień

9 maj 2009

Ukazało się w tym tygodniu KDE 4.2.3. Wydanie z poprawkami, bez rewolucji, bez nieszczęść przy aktualizacji, można zainstalować.

Po drugie, przyniósł ten tydzień przykrą świadomość, że GIMP nie obsługuje 16 bitów na kanał, co wyszło w warunkach bojowych, czyli w najmniej spodziewanym momencie. Jeżeli trzymać się Linuksa, to taką (i nie tylko) obsługą może pochwalić się Krita, część pakietu biurowego z KDE, niestety chodzi to z gracją ciężarnej krowy, a przy tym w zaawansowane funkcje jest nadal dość skromnie wyposażone. Drugą możliwością jest fork GIMPa – Cinepaint. Jeżeli ktoś oczywiście nadal gustuje w  interfejsach z okolic Red Hat 4.0.

Po trzecie, dwie strony, które naprawdę warto zwiedzić. Pierwsza z nich, to blog Rolfa Steinorta, gdzie znaleźć można już około stu filmów prezentujących pracę ze zdjęciami w GIMPie, plus trochę odcinków o wykorzystaniu tego programu do tworzenia grafiki od podstaw. Druga ze stron, to blog Joela Cornuza – Linux Photography.

Kontynuując, rozpoczęty przed weekendem, szał zakupowy wybrałem się na poszukiwanie żarówki, a dokładniej – świetlówki kompaktowej wielkiej mocy, świecącej światłem białym, możliwie zbliżonym do dziennego. Temperatura barwowa około 6500 K. Mała rzecz, a nieosiągalna. Po odwiedzeniu trzech ciasnych komórek szumnie nazywanych “salonami oświetlenia” dochodzę do przykrego wniosku, że postęp technologiczny odbija się czkawką i tylko staromodny internet jeszcze człowieka jakoś z opresji ratuje.

W czym rzecz? Otóż pamiętam nieodległe czasy, kiedy żarówki wolframowe (obecnie na cenzurowanym) świeciły po swojemu, a wytwór nowoczesnej myśli technicznej – świetlówka – emanował trupim blaskiem, w którym nawet emo (w ówczesnej odmianie gothic) czuł się dostatecznie mrrrrocznie. Potem wszystko się zmieniło, upadały reżimy, wybuchały wojny, dzieci rosły i znaleźliśmy się w roku 2009, w którym świetlówka kompaktowa świeci na żółto, czyli całkiem swojsko, tradycyjnie i w sposób, który pozwala pozbyć się ze sprzedaży żarówek wolframowych.

I tak się ten postęp rozpędził, że w sklepie nie uświadczysz energooszczędnej żarówki, która byłaby w stanie wydobyć z siebie nieco więcej niebieskiego światła, do spółki z tym żółtym. Co gorsza, jeśli w “salonie oświetlenia” zapytać o żarówkę, która świeci światłem dziennym, to pada odpowiedź, że owszem, mają takie – “bardzo ładne żółte światło, pan zobaczy”. Ręce opadają na klawiaturę. Przyszło żarówki zamawiać wysyłkowo.

Żeby jeszcze tak mięso można było… Bo jak się stanie w kolejce za pańcią, która robi zakupy dla pekińczyka, to jest dramat. Okazuje się bowiem, że pekińczyk nie jada rzeczy, które:

  1. Są za duże
  2. Są za małe
  3. Są za twarde
  4. Są za miękkie
  5. Są za mało chrzęstne
  6. Są nazbyt chrzęstne
  7. Są nie dość białe
  8. Są za białe
  9. Są zbyt mięsiste
  10. Mięsa mają za mało

Amen.

Gnaty kosztowały jakieś grosze i sprzedawczyni z góry zastrzegła, że mniej niż kilogram nie sprzeda, bo waga nie przełknie tak małych wartości. A jak wygląda wnikliwa ocena kilograma kości, tak by każda cząstka spełniała dziesięć kryteriów przydatności do spożycia przez pekińczyka, można sobie wyobrazić.