Gorszy niż Google
4 czerwiec 2009
Kochany pamiętniczku – zgroza. Google nie świętuje. Pamiętali o Walentynkach, ale zupełnie zignorowali 4 czerwca, o czym rozedrganym piórem informuje gazeta.pl, wymieniając przy okazji innych odszczepieńców i uzupełniając całość listą prawomyślnych portali internetowych. Google – olało. Panorama Firm – rany – olała, Ceneo – olało, nawet Microsoft i Mozilla olały! Szczególnie postawa MS w głowie się nie mieści. W kraju gdzie o pirackiego Windowsa łatwiej niż o szczyptę rozsądku w przestrzeni publicznej, w atmosferze przedwyborczej przepychanki i wzajemych, nieustających, animozji obchodzona jest rocznica, huczna przede wszystkim za sprawą kończącej się kampanii, a gigant z Redmond (USA) poważył się nie zmienić logo na okazjonalne.
Donoszę zatem, że nie zmieniłem dziś logo, nie wydrapałem sobie cyrklem na klacie napisu z chorągiewką, nie zmówiłem paciorka za Niepodległą. Odkurzyłem za to podłogi, posprzątałem łazienkę oraz zjadłem pieczonego indyka. I zupełnie mi z tego powodu nie wstyd.
Garść odniesień
9 maj 2009
Ukazało się w tym tygodniu KDE 4.2.3. Wydanie z poprawkami, bez rewolucji, bez nieszczęść przy aktualizacji, można zainstalować.
Po drugie, przyniósł ten tydzień przykrą świadomość, że GIMP nie obsługuje 16 bitów na kanał, co wyszło w warunkach bojowych, czyli w najmniej spodziewanym momencie. Jeżeli trzymać się Linuksa, to taką (i nie tylko) obsługą może pochwalić się Krita, część pakietu biurowego z KDE, niestety chodzi to z gracją ciężarnej krowy, a przy tym w zaawansowane funkcje jest nadal dość skromnie wyposażone. Drugą możliwością jest fork GIMPa – Cinepaint. Jeżeli ktoś oczywiście nadal gustuje w interfejsach z okolic Red Hat 4.0.
Po trzecie, dwie strony, które naprawdę warto zwiedzić. Pierwsza z nich, to blog Rolfa Steinorta, gdzie znaleźć można już około stu filmów prezentujących pracę ze zdjęciami w GIMPie, plus trochę odcinków o wykorzystaniu tego programu do tworzenia grafiki od podstaw. Druga ze stron, to blog Joela Cornuza – Linux Photography.
Kontynuując, rozpoczęty przed weekendem, szał zakupowy wybrałem się na poszukiwanie żarówki, a dokładniej – świetlówki kompaktowej wielkiej mocy, świecącej światłem białym, możliwie zbliżonym do dziennego. Temperatura barwowa około 6500 K. Mała rzecz, a nieosiągalna. Po odwiedzeniu trzech ciasnych komórek szumnie nazywanych “salonami oświetlenia” dochodzę do przykrego wniosku, że postęp technologiczny odbija się czkawką i tylko staromodny internet jeszcze człowieka jakoś z opresji ratuje.
W czym rzecz? Otóż pamiętam nieodległe czasy, kiedy żarówki wolframowe (obecnie na cenzurowanym) świeciły po swojemu, a wytwór nowoczesnej myśli technicznej – świetlówka – emanował trupim blaskiem, w którym nawet emo (w ówczesnej odmianie gothic) czuł się dostatecznie mrrrrocznie. Potem wszystko się zmieniło, upadały reżimy, wybuchały wojny, dzieci rosły i znaleźliśmy się w roku 2009, w którym świetlówka kompaktowa świeci na żółto, czyli całkiem swojsko, tradycyjnie i w sposób, który pozwala pozbyć się ze sprzedaży żarówek wolframowych.
I tak się ten postęp rozpędził, że w sklepie nie uświadczysz energooszczędnej żarówki, która byłaby w stanie wydobyć z siebie nieco więcej niebieskiego światła, do spółki z tym żółtym. Co gorsza, jeśli w “salonie oświetlenia” zapytać o żarówkę, która świeci światłem dziennym, to pada odpowiedź, że owszem, mają takie – “bardzo ładne żółte światło, pan zobaczy”. Ręce opadają na klawiaturę. Przyszło żarówki zamawiać wysyłkowo.
Żeby jeszcze tak mięso można było… Bo jak się stanie w kolejce za pańcią, która robi zakupy dla pekińczyka, to jest dramat. Okazuje się bowiem, że pekińczyk nie jada rzeczy, które:
- Są za duże
- Są za małe
- Są za twarde
- Są za miękkie
- Są za mało chrzęstne
- Są nazbyt chrzęstne
- Są nie dość białe
- Są za białe
- Są zbyt mięsiste
- Mięsa mają za mało
Amen.
Gnaty kosztowały jakieś grosze i sprzedawczyni z góry zastrzegła, że mniej niż kilogram nie sprzeda, bo waga nie przełknie tak małych wartości. A jak wygląda wnikliwa ocena kilograma kości, tak by każda cząstka spełniała dziesięć kryteriów przydatności do spożycia przez pekińczyka, można sobie wyobrazić.
Pulpit
26 kwiecień 2009
(Re)Aktywacja
25 kwiecień 2009
Pracowy Windows® po kilku latach działania, ni z tego, ni z owego uznał, że jest nielegalny i zaczął STANOWCZO DOMAGAĆ SIĘ aktywacji. Przyzwyczajony do większych i mniejszych fanaberii Windows XP, uznałem w pierwszej chwili, że pod wpływem plam na Słońcu, musiał pomylić linie kodu, stąd z gruntu błędne wnioski i przywrócenie systemu do opłakanego stanu sprzed paru dni nada rzeczy normalny bieg. Mój błąd. Długie mielenie dyskiem, restart i znów tupanie nogą, że trzy dni daje na aktywację, albo będzie foch. I pyta, czy może chciałbym go aktywować właśnie teraz. Chciałbym. A czy chciałbym się zarejestrować również? Nie, tylko aktywować. A on na to, że ok, już. I jest legalny. Muszę przyznać, że bardzo to user friendly. Nie rozumiem tylko, o co chodziło, ale skoro jest UF, to nie ma miejsca na taką dociekliwość. Co przypomina mi, że właśnie wydano nową edycję Kubuntu – nie tak user friendly, w sposób nudny przewidywalną w zachowaniu, no i przede wszystkim nie ma tam zaimplementowanego ficzeru reaktywacji online w losowo wybranych momentach.
Ku pamięci
21 kwiecień 2009
W Wielkiej Brytanii pewna 47-latka wywołała spore poruszenie i nie chodzi bynajmniej o to, że odkryto najstarszą dziewicę w kraju. Susan Boyle, gospodyni domowa, osoba o nie narzucającej się urodzie i nieco bardziej wyrazistym wizerunku scenicznym, zjadła kanapkę, zatrzęsła biodrami i zaśpiewała:
Gdyby była 22-letnią dziewczyną z dekoltem sięgającym pępka, otrzymałaby wielkie brawa. Tutaj efekt zaskoczenia jeszcze dodał im siły. Po gospodyni domowej wchodzącej po raz pierwszy na scenę, wszyscy spodziewali się w najlepszym razie uciechy po same pachy. Warto zwrócić uwagę na patetyczny i złotymi-trąbami-okolony ton w jakim jury komentuje występ Susan. Trudno się dziwić, na pewno było im niewyraźnie i trzeba było jakoś zatrzeć nie najlepsze wrażenie po minach robionych przed nim. Im się udało. Jurorzy z innego programu, nie dali rady powstrzymać się od wylewnej szczerości, choć nie wątpię, że bardzo, bardzo by chcieli:
Emo
20 lipiec 2008
Dopiero teraz dotarło w pełni do mojej świadomości zjawisko pt. emo. Póżno, ale taki przywilej wieku średniego, że na nowe trendy reaguje się kiedy już zaczynają zalatywać stęchlizną. A ten okazuje się być niesamowity! Dowcipy, analizy, piosenki, mnóstwo filmów na youtube! Wszystko o emo! I nikt ich nie lubi, czyli coś w tym jest
A tutaj dla przykładu:
F1
18 lipiec 2008
Nasz jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny kierowca eksportowy znów rozbił pojazd. Stawiam wieczorną porcję płatków z mlekiem na to, że po raz kolejny winnym nieszczęścia okaże się niepewna sytuacja matrymonialna diabłów tasmańskich dręczonych chorobą pyska. Bo przecież nie kierowca…
…
18 lipiec 2008
Spotkałem piękność. Rzęsy do samej ziemi. Mimo więc napięć i poczucia zagrożenia w kolejce do okienka kasowego, warto było zapłacić rachunki. Szkoda tylko, że przy kolejnym spotkaniu – tak, tak, złapałem dziś elfa z garnkiem pełnym złota i łakoci dwa razy za nogi – piękność przechadzała się już w towarzystwie. Ale to jest tak typowe, że szkoda nawet strzępić języka.
O dzieciach i kotach
14 lipiec 2008
Niejednokrotnie ciężko ubrać w słowa rzeczy, które z jednej strony wydają się bardzo proste, z drugiej – w dużej mierze przez bagaż stereotypów jakim są obarczone – nie dają się łatwo wyjaśnić. A i sens podejmowania takich prób bywa wątpliwy. Tymczasem proszę, kwintesencja zagadnienia, w kliku akapitach bez ściemy. Szczególnie urokliwe kawałki z kotem
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5443616,Niemowletami_sie_brzydze.html
SE W200i
13 październik 2007
Takie cudo przyjedzie wkrótce w paczce:
Po długich namysłach i wielu rozterkach, za jednym zamachem rozwiązany został problem konającego starego telefonu (dzielny Alcatel przeżył niejeden wypadek), odtwarzacza MP3 i radia. Wszystko w jednym miejscu, za rozsądną cenę. Całkiem niepotrzebny jest aparat z matrycą ni mniej ni więcej tylko oszałamiające 0.3 MPix, ale ten dodatek można przeboleć wobec licznych innych zalet.
Internet na płycie
9 październik 2007
Krążą po sieci dwa takie dowcipy. Jeden o kliencie, który pyta, czy zakupiony modem pozwoli mu się podłączyć do najnowszej wersji Internetu. Drugi – o kimś, kto chce, żeby mu skopiować Internet na dyskietkę. Voila! Skopiowali, kawałek w każdym razie, choć nie jest to najnowsza wersja:
…
1 październik 2007
Debata? Nie oglądam!
Nigdy nie wiesz co jest po drugiej stronie
30 wrzesień 2007
Zaczęło się niewinnie – od wizyty na distrorankings.com. Ubuntu, Kubuntu, Ubuntu Christian Edition… Eee? Tutaj trzeba było się zatrzymać, ale ciekawość zwyciężyła. Po nitce do kłębka, a na końcu film:
Jedno jest pewne – robi wrażenie i pozostawia niezatarty ślad rozmiarów porównywalnych z Martwicą mózgu. Na szczęście można odsapnąć psychicznie, na przykład kontemplując tajemnice online.
Jedynki i zera
27 wrzesień 2007
Obecna kampania wyborcza upływa pod znakiem “jedynek”, “lokomotyw”, “spotów”, “transferów” oraz żony niedoszłego premiera z Krakowa. Ogromne ilości energii i pieniędzy, a przypuszczalnie także fałszywych obietnic, idą na bezsensowne próby prześcignięcia się w, co tu dużo mówić – nudnym jak flaki z olejem, prztykaniu się po nosach, bez polotu za to z wielkim zacietrzewieniem. Tak jakby istotą całej tej ponurej zabawy było kto kogo mocniej rąbnie łopatką w głowę i jak szybko nastąpi riposta grabkami. Ani słowa o rzeczach naprawdę ważnych. Nie będę udawał niewinnego głupka pytając - dlaczego? Jeśli nawet jednak przyjąć, że cel uświęca środki, to ten cel musi być niebywale święty, skoro ma uzasadnić tak żenujący poziom sposobów dotarcia do niego.
Wrrr…
27 wrzesień 2007
Nie znoszę ludzi, którzy nawet z najprostszej sprawy potrafią zrobić problem zgoła nierozwiązywalny. A matołów niestety przybywa.
…
16 wrzesień 2007
Czy gdybym powiedział do chłopca że ma fajne GUI, to poszedłby ze mną na kawę, czy dał w interface?
Nieomal prawda
11 wrzesień 2007
Dzień dziś szary szarością najszarszą z szarych i wydawało się, że nic się w tym względzie nie zmieni, a tymczasem… Rzecze biskup polowy Wojska Polskiego Tadeusz Płoski:
- Atak został zaplanowany ze zbrodniczą precyzją przez Osamę bin Ladena i grupę terrorystów islamskich dokładnie, nieomal co do godziny, tak, aby w rocznicę bitwy pod Wiedniem pomścić na “niewiernych” nie tylko największą klęskę islamu w historii, ale również zadać zabójczy cios naszej cywilizacji.
Jacy pamiętliwi…
Życie moje, po ułożeniu w wysokie stosy, mieści się na powierzchni około 6 m2, wliczajac w to łóżko. Mimo swojej mniej lub bardziej odczuwalnej niekompletności, wypełnia przestrzeń na tyle skutecznie, że konieczne jest użycie kompresji. Sztuczka, której zastosowanie w zerojedynkowym świecie mikroprocesora stało się przez rosnącą lawinowo pojemność dysków na dobrą sprawę przeżytkiem, w świecie realnym ma się jak najlepiej ale stosowane algorytmy okazują się dalece niewystarczające. Bo po pierwsze stosy. Po drugie warstwy. Po trzecie zgniatanie, jeżeli tylko do walizki uda się upakować elementy życia podatne na ściskanie. Gdyby trzeba było to wysłać jako załącznik, jest gotowe. Niedoskonałość ujawnia się w momencie, kiedy potrzebna jest książka z trzeciej warstwy, u podstawy czwartego stosu od okna, 60 cm pod walizką.
