11 październik 2009

Kawa rozpuszczalna, woda, mleko, Amaretto, …sól…

Początki Alzheimera?

Basen

5 październik 2009

Kierując się homiczą myślą techniczną, wzbogaconą o podobne umiejętności, wykonałem basen. Do wykonania basenu niezbędne są:

  1. zapowietrzony żeliwny kaloryfer
  2. imbus z podręcznego zestawu dla rowerzystów
  3. wspomniane wyżej, myśl techniczna i umiejętności.

Warto mieć przy tym świeżo położoną podłogę na bazie drewna i niedawno pomalowane ściany, co gwarantuje eskalację doznań. Sama procedura jest prosta. Torujemy sobie drogę do zaworu i imbusem odkręcamy rzeczony zupełnie bez wyczucia. Potem już wszystko dzieje się samo. Ciśnienie wody wystrzeliwuje część zaworu a z powstałej w ten sposób perforacji tryska fontanna zasilająca basen. Coś mi mówi, że widok miny jaką się przy tym ma, jest bezcenny, niestety zbyt byłem zajęty, żeby rozglądać się za lustrem.

Kiedy już udało się okiełznać żywioł, okazało się, że – po pierwsze – jest basen i – po drugie – na ścianie pojawił się dekoracyjny rozbryzg w kolorze wody z kaloryfera, to jest kontrastujący.

Odległe skutki wykonania basenu? Nie wiem, nie znam się, zalatany jestem. A hydraulika po raz kolejny daje znać o sobie. Nie tak dawno podczas wymiany baterii w łazience, wyszło na światło dzienne jak ważna w hydraulice jest precyzja albo młotek. Bo oto bateria za żadne skarby nie chciała mieć szerokości, na jaką rozstawione były rury wmurowane w nowo powstałą ściankę , a to dlatego, że rury osadzone były niezbyt prosto. I nawet krzywki nie pomogły. Naczelny Mechanik wpadł w minorowy nastrój, pomyślał, pocmokał i doszedł do wniosku, że trzeba podkuć rurę, skuć ściankę, a być może rozebrać cały blok. Szczęśliwie skończyło się na pieszczotliwych ciosach młotkiem, co wprowadziło oporną baterię na skośną bo skośną, ale z grubsza właściwą pozycję.

Remont

30 sierpień 2009

Stare przysłowie pszczół mówi: Żeby móc pozwolić sobie na wrażliwość, trzeba mieć bardzo twardą d… odwłok. Coś może być na rzeczy. W artystycznym amoku remontuję, planuję i urządzam, a od sposobu na znalezienie partnera życiowego bardziej palący stał się wybór foteli. Zamiast bitwy na poduszki, wspólnej kawy i pocałunku – pastele, wzory i formy. Gdzie mogłoby się znaleźć nieśmiałe spojrzenie, jest układ przestrzenny i oświetlenie. I zasłony. Te to stanowią wyzwanie! Sęk w tym, że namacalne, co znacznie lepiej im wróży niż całej tej reszcie.

Slogan

13 lipiec 2009

Cloud computing. By wszystko znów było powoli.

Gorszy niż Google

4 czerwiec 2009

Kochany pamiętniczku – zgroza. Google nie świętuje. Pamiętali o Walentynkach, ale zupełnie zignorowali 4 czerwca, o czym rozedrganym piórem informuje gazeta.pl, wymieniając przy okazji innych odszczepieńców i uzupełniając całość listą prawomyślnych portali internetowych. Google – olało. Panorama Firm – rany – olała, Ceneo – olało, nawet Microsoft i Mozilla olały! Szczególnie postawa MS w głowie się nie mieści. W kraju gdzie o pirackiego Windowsa łatwiej niż o szczyptę rozsądku w przestrzeni publicznej, w atmosferze przedwyborczej przepychanki i wzajemych, nieustających, animozji obchodzona jest rocznica, huczna przede wszystkim za sprawą kończącej się kampanii, a gigant z Redmond (USA) poważył się nie zmienić logo na okazjonalne.

Donoszę zatem, że nie zmieniłem dziś logo, nie wydrapałem sobie cyrklem na klacie napisu z chorągiewką, nie zmówiłem paciorka za Niepodległą. Odkurzyłem za to podłogi, posprzątałem łazienkę oraz zjadłem pieczonego indyka. I zupełnie mi z tego powodu nie wstyd.

Garść odniesień

9 maj 2009

Ukazało się w tym tygodniu KDE 4.2.3. Wydanie z poprawkami, bez rewolucji, bez nieszczęść przy aktualizacji, można zainstalować.

Po drugie, przyniósł ten tydzień przykrą świadomość, że GIMP nie obsługuje 16 bitów na kanał, co wyszło w warunkach bojowych, czyli w najmniej spodziewanym momencie. Jeżeli trzymać się Linuksa, to taką (i nie tylko) obsługą może pochwalić się Krita, część pakietu biurowego z KDE, niestety chodzi to z gracją ciężarnej krowy, a przy tym w zaawansowane funkcje jest nadal dość skromnie wyposażone. Drugą możliwością jest fork GIMPa – Cinepaint. Jeżeli ktoś oczywiście nadal gustuje w  interfejsach z okolic Red Hat 4.0.

Po trzecie, dwie strony, które naprawdę warto zwiedzić. Pierwsza z nich, to blog Rolfa Steinorta, gdzie znaleźć można już około stu filmów prezentujących pracę ze zdjęciami w GIMPie, plus trochę odcinków o wykorzystaniu tego programu do tworzenia grafiki od podstaw. Druga ze stron, to blog Joela Cornuza – Linux Photography.

Kontynuując, rozpoczęty przed weekendem, szał zakupowy wybrałem się na poszukiwanie żarówki, a dokładniej – świetlówki kompaktowej wielkiej mocy, świecącej światłem białym, możliwie zbliżonym do dziennego. Temperatura barwowa około 6500 K. Mała rzecz, a nieosiągalna. Po odwiedzeniu trzech ciasnych komórek szumnie nazywanych “salonami oświetlenia” dochodzę do przykrego wniosku, że postęp technologiczny odbija się czkawką i tylko staromodny internet jeszcze człowieka jakoś z opresji ratuje.

W czym rzecz? Otóż pamiętam nieodległe czasy, kiedy żarówki wolframowe (obecnie na cenzurowanym) świeciły po swojemu, a wytwór nowoczesnej myśli technicznej – świetlówka – emanował trupim blaskiem, w którym nawet emo (w ówczesnej odmianie gothic) czuł się dostatecznie mrrrrocznie. Potem wszystko się zmieniło, upadały reżimy, wybuchały wojny, dzieci rosły i znaleźliśmy się w roku 2009, w którym świetlówka kompaktowa świeci na żółto, czyli całkiem swojsko, tradycyjnie i w sposób, który pozwala pozbyć się ze sprzedaży żarówek wolframowych.

I tak się ten postęp rozpędził, że w sklepie nie uświadczysz energooszczędnej żarówki, która byłaby w stanie wydobyć z siebie nieco więcej niebieskiego światła, do spółki z tym żółtym. Co gorsza, jeśli w “salonie oświetlenia” zapytać o żarówkę, która świeci światłem dziennym, to pada odpowiedź, że owszem, mają takie – “bardzo ładne żółte światło, pan zobaczy”. Ręce opadają na klawiaturę. Przyszło żarówki zamawiać wysyłkowo.

Żeby jeszcze tak mięso można było… Bo jak się stanie w kolejce za pańcią, która robi zakupy dla pekińczyka, to jest dramat. Okazuje się bowiem, że pekińczyk nie jada rzeczy, które:

  1. Są za duże
  2. Są za małe
  3. Są za twarde
  4. Są za miękkie
  5. Są za mało chrzęstne
  6. Są nazbyt chrzęstne
  7. Są nie dość białe
  8. Są za białe
  9. Są zbyt mięsiste
  10. Mięsa mają za mało

Amen.

Gnaty kosztowały jakieś grosze i sprzedawczyni z góry zastrzegła, że mniej niż kilogram nie sprzeda, bo waga nie przełknie tak małych wartości. A jak wygląda wnikliwa ocena kilograma kości, tak by każda cząstka spełniała dziesięć kryteriów przydatności do spożycia przez pekińczyka, można sobie wyobrazić.

Pulpit

26 kwiecień 2009

Nowy pulpit wygląda tak:

Kubuntu 9.04

Kubuntu 9.04

(Re)Aktywacja

25 kwiecień 2009

Pracowy Windows® po kilku latach działania, ni z tego, ni z owego uznał, że jest nielegalny i zaczął STANOWCZO DOMAGAĆ SIĘ aktywacji. Przyzwyczajony do większych i mniejszych fanaberii Windows XP, uznałem w pierwszej chwili, że pod wpływem plam na Słońcu, musiał pomylić linie kodu, stąd z gruntu błędne wnioski i przywrócenie systemu do opłakanego stanu sprzed paru dni nada rzeczy normalny bieg. Mój błąd. Długie mielenie dyskiem, restart i znów tupanie nogą, że trzy dni daje na aktywację, albo będzie foch. I pyta, czy może chciałbym go aktywować właśnie teraz. Chciałbym. A czy chciałbym się zarejestrować również? Nie, tylko aktywować. A on na to, że ok, już. I jest legalny. Muszę przyznać, że bardzo to user friendly. Nie rozumiem tylko, o co chodziło, ale skoro jest UF, to nie ma miejsca na taką dociekliwość. Co przypomina mi, że właśnie wydano nową edycję Kubuntu – nie tak user friendly, w sposób nudny przewidywalną w zachowaniu, no i przede wszystkim nie ma tam zaimplementowanego ficzeru reaktywacji online w losowo wybranych momentach.

Ku pamięci

21 kwiecień 2009

20 kwiecień 2009

W Wielkiej Brytanii pewna 47-latka wywołała spore poruszenie i nie chodzi bynajmniej o to, że odkryto najstarszą dziewicę w kraju. Susan Boyle, gospodyni domowa, osoba o nie narzucającej się urodzie i nieco bardziej wyrazistym wizerunku scenicznym, zjadła kanapkę, zatrzęsła biodrami i zaśpiewała:

Gdyby była 22-letnią dziewczyną z dekoltem sięgającym pępka, otrzymałaby wielkie brawa. Tutaj efekt zaskoczenia jeszcze dodał im siły. Po gospodyni domowej wchodzącej po raz pierwszy na scenę, wszyscy spodziewali się w najlepszym razie uciechy po same pachy. Warto zwrócić uwagę na patetyczny i złotymi-trąbami-okolony ton w jakim jury komentuje występ Susan. Trudno się dziwić, na pewno było im niewyraźnie i trzeba było jakoś zatrzeć nie najlepsze wrażenie po minach robionych przed nim. Im się udało. Jurorzy z innego programu, nie dali rady powstrzymać się od wylewnej szczerości, choć nie wątpię, że bardzo, bardzo by chcieli:

Emo

20 lipiec 2008

Dopiero teraz dotarło w pełni do mojej świadomości zjawisko pt. emo. Póżno, ale taki przywilej wieku średniego, że na nowe trendy reaguje się kiedy już zaczynają zalatywać stęchlizną. A ten okazuje się być niesamowity! Dowcipy, analizy, piosenki, mnóstwo filmów na youtube! Wszystko o emo! I nikt ich nie lubi, czyli coś w tym jest :D

A tutaj dla przykładu:

F1

18 lipiec 2008

Nasz jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny kierowca eksportowy znów rozbił pojazd. Stawiam wieczorną porcję płatków z mlekiem na to, że po raz kolejny winnym nieszczęścia okaże się niepewna sytuacja matrymonialna diabłów tasmańskich dręczonych chorobą pyska. Bo przecież nie kierowca…

18 lipiec 2008

Spotkałem piękność. Rzęsy do samej ziemi. Mimo więc napięć i poczucia zagrożenia w kolejce do okienka kasowego, warto było zapłacić rachunki. Szkoda tylko, że przy kolejnym spotkaniu – tak, tak, złapałem dziś elfa z garnkiem pełnym złota i łakoci dwa razy za nogi – piękność przechadzała się już w towarzystwie. Ale to jest tak typowe, że szkoda nawet strzępić języka.

O dzieciach i kotach

14 lipiec 2008

Niejednokrotnie ciężko ubrać w słowa rzeczy, które z jednej strony wydają się bardzo proste, z drugiej – w dużej mierze przez bagaż stereotypów jakim są obarczone – nie dają się łatwo wyjaśnić. A i sens podejmowania takich prób bywa wątpliwy. Tymczasem proszę, kwintesencja zagadnienia, w kliku akapitach bez ściemy. Szczególnie urokliwe kawałki z kotem :)

http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5443616,Niemowletami_sie_brzydze.html

SE W200i

13 październik 2007

Takie cudo przyjedzie wkrótce w paczce:

www.sonyericsson.com

Po długich namysłach i wielu rozterkach, za jednym zamachem rozwiązany został problem konającego starego telefonu (dzielny Alcatel przeżył niejeden wypadek), odtwarzacza MP3 i radia. Wszystko w jednym miejscu, za rozsądną cenę. Całkiem niepotrzebny jest aparat z matrycą ni mniej ni więcej tylko oszałamiające 0.3 MPix, ale ten dodatek można przeboleć wobec licznych innych zalet.

Internet na płycie

9 październik 2007

Krążą po sieci dwa takie dowcipy. Jeden o kliencie, który pyta, czy zakupiony modem pozwoli mu się podłączyć do najnowszej wersji Internetu. Drugi – o kimś, kto chce, żeby mu skopiować Internet na dyskietkę. Voila! Skopiowali, kawałek w każdym razie, choć nie jest to najnowsza wersja:

http://dvd.wikimedia.pl/

1 październik 2007

Debata? Nie oglądam!

Zaczęło się niewinnie – od wizyty na distrorankings.com. Ubuntu, Kubuntu, Ubuntu Christian Edition… Eee? Tutaj trzeba było się zatrzymać, ale ciekawość zwyciężyła. Po nitce do kłębka, a na końcu film:

8 powodów

Jedno jest pewne – robi wrażenie i pozostawia niezatarty ślad rozmiarów porównywalnych z Martwicą mózgu. Na szczęście można odsapnąć psychicznie, na przykład kontemplując tajemnice online.

Jedynki i zera

27 wrzesień 2007

Obecna kampania wyborcza upływa pod znakiem “jedynek”, “lokomotyw”, “spotów”, “transferów” oraz żony niedoszłego premiera z Krakowa. Ogromne ilości energii i pieniędzy, a przypuszczalnie także fałszywych obietnic, idą na bezsensowne próby prześcignięcia się w, co tu dużo mówić – nudnym jak flaki z olejem, prztykaniu się po nosach, bez polotu za to z wielkim zacietrzewieniem. Tak jakby istotą całej tej ponurej zabawy było kto kogo mocniej rąbnie łopatką w głowę i jak szybko nastąpi riposta grabkami. Ani słowa o rzeczach naprawdę ważnych. Nie będę udawał niewinnego głupka pytając - dlaczego? Jeśli nawet jednak przyjąć, że cel uświęca środki, to ten cel musi być niebywale święty, skoro ma uzasadnić tak żenujący poziom sposobów dotarcia do niego.